piątek, 4 września 2009

Kolejny artykuł na Onecie

Trochę mniej odkrywczy i z udziałem psującej atmosferę, wszystkowiędzącej pani psycholog, ale po pierwszej stronie wiadomo już, w czym rzecz: gdy małżeństwo okazuje się pomyłką...

Po przeczytaniu przyszło mi do głowy: a jak to było z moją matką? Mogę się jedynie domyślać, jak się czuje po 27 latach w parze, która nigdy nie powinna była się nawet poznać. Podobnie jest zresztą po stronie ojca, ale ten artykuł, jak i ten kawałek sieci, jest o kobietach.
Poznają się na pierwszym roku studiów - coś zaiskrzyło, albo po prostu okazja - szybka wpadka - ślub. Nigdy nie dowiem się, czy tylko z konieczności, czy też z wyboru. Przypuszczam tylko, że szybko okazało się, że kompletnie do siebie nie pasują. Po ośmiu latach (chyba) planowane dziecko, mój brat. Kupili mieszkanie, które wcześniej wynajmowali, jedyny dom rodzinny, który pamiętam i w którym mieszkają do dziś. Zobowiązania, zobowiązania i zobowiązania. Kiedy ja skończyłam 18 lat, brat dopiero 10. Teraz, kiedy młody za dwa dni kończy 19, wszystkie problemy są teoretycznie rozwiązane, dzieci już nie potrzebują obojga rodziców, droga do rozwodu wolna. Tylko co potem? Matce nigdy nie zależało na rozwoju - tylko mówiła, że zrobi to czy tamto. Nie radzi sobie z pieniędzmi, które zarabia, ma coraz większe problemy z alkoholem. Niedługo skończy 50 lat i wygląda na to, że jest skazana na to, co sobie nawarzyła. Bez dzieci, zwłaszcza bez syna, któremu poświęcała mnóstwo uwagi. Ze sparaliżowaną babcią na utrzymaniu. Z ojcem, z którym nie mogą na siebie patrzeć. Jakie to musi być uczucie, wiedzieć, że nic już się nie zmieni, bo rzeczy nie zmieniają się same..?

Ja pewnie na zasadzie odrzucenia postępuję od początku zupełnie inaczej. Nie mam dzieci (choć chciałabym), nie mam męża (choć też nie byłoby źle), zarabiam więcej niż moja matka po 25 latach stażu pracy, porywam się na własny, ryzykowny biznes, trenuję, gram w zespołach, kiedy mnie na to stać - podróżuję. Tylko etykietki "singla" nie lubię. Ale czy to, że od początku wybieram inaczej, gwarantuje mi, że nie popełnię tego samego błędu? A jeśli popełnię - czy wszystkie wyznawane przeze mnie zasady pozwolą mi pokonać lęk przed nieznanym, przed odrzuceniem społecznym, przed ponowną samotnością? Czy umiałabym zostawić wszystko i odejść, będąc na miejscu mojej matki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz