Za dużo chodzę w szpilkach, kolana mi się luzują, a jak za dużo chodzę w tę i wewtę, to boli mnie podbicie i po treningu nie mogę dojść do chaty. Alternatywą bywa noszenie raz na bardzo jakiś czas czegoś płaskiego - wczoraj kupiłam sobie apetyczne, szare szmaciaki, tak zwane
saszki, ja to nazywam buty elfa :) Chciałam takie od dwóch lat.
Niemniej, nie pogardziłabym tymi - są tak cudownie ordynarne, ech...
...na szczęscie 600 PLN leczy ze złudzeń :D
...i tak mało ortopedyczne;)
OdpowiedzUsuńOrtopedyczne to będę nosić na emeryturze!
OdpowiedzUsuń*razem z gorsetem na kręgosłup, prostownikami na kolana i laską w ręku :D
...ja mam nadzieję zawsze podziwiać świat z perspektywy wysooookich obcasów;)))
OdpowiedzUsuńTen kozak pasuje do pejcza i esesmańskiej czapki (WAHRUJ BURHEK!!!). Nadaje się na Castle Party :)
OdpowiedzUsuńJa też pasuję do pejcza (podobno) :D
OdpowiedzUsuńTrochę ordynarne są, fakt, ale na Castle Party to raczej takie z 15 centymetrową podeszwą i blachą z przodu. Daj boże, żeby wszystkie mroczne dziewczątka na tej pouczającej imprezie kulturalnej nosiły takie, jak powyżej :>