Kobieta się pakuje.
Wyjeżdża jutro, w środę, a wraca w niedzielę, czyli spędzi na miejscu 4 i pół dnia, pół, bo dojazdy. Jedzie do Gdyni, gdzie jest zimno i wieje, na święta, w czasie których się głównie siedzi w chacie.
Wyciąga wielką walizkę, bo wszystko się ładnie zmieści i jeszcze będzie miejsce.
Pakuje:
- 3 spódnice
- 4 bluzki z długim rękawem i 2 z krótszym
- żakiet do kompletu ze spódnicą
- długi sweter
- sweterek na guziki
- 1 parę spodni (rury)
- 3 pary butów (oprócz tych, które ubierze jutro)
- 4 pary kolorowych rajstop
Po rachunku sumienia, z walizki wylatuje 1 spódnica i 1 bluzka, jedne niebieskie kozaki pozostają w zawieszeniu. Następnie kobieta podnosi walizkę i ze zdziwieniem stwierdza, że ta jest zaskakująco ciężka. A potem przypomina sobie, że jutro jeszcze włoży się do niej wszystkie kosmetyki i prostownicę. Na szczęście laptok przez ramię, wygodnie, prawie się nie czuje. I jeszcze 4 butelki Grolscha, żeby w domu spróbowali.
Na 4 dni jadę.
Dam radę :D
wtorek, 22 grudnia 2009
niedziela, 20 grudnia 2009
piątek, 18 grudnia 2009
wistość rzeczy
Ja wiem. Trafiłam do wielkiej korporacji z małej, dupowatej firmy, w której pracowały trzy osoby, same kobiety. Szefową była kobieta, ładnie pierdalnięta w czerep. Nie mogłam słuchać tych jej farmazonów, jakie to "dziady są złe" - wśród innych, codziennie powtarzanych idiotyzmów.
Ja wiem, szok powinien być.
A zamiast szoku było stopniowe nasiąkanie zrozumieniem tego, jak się świat kręci - ten świat damsko-męski. Może dlatego teraz nie dziwi mnie nic z tego, co widzę wokół siebie. Nie dziwi mnie, że jeden kutas z drugim wyprzedzają się w opowieściach o kochankach, chwaląc się wszem i wobec jak to im idą podboje. Bo kiedy jest dziecko/dzieci, dziad wie, że żona nie odejdzie, kiedy się dowie. Wie, że może wszystko, bo nic mu nie grozi - co najwyżej trochę nadszarpnięte samopoczucie. Wiadomo, że uniwersalna zasada mówi: kobieta poświęca się dla dobra dzieci. Druga mówi, że kobieta poświęca się w obawie przed samotnością. "Widziały gały co brały" i "lepszego nie znajdę". A dziad znajdzie jedną lepszą na miesiąc, albo i tydzień. Nie dziwi mnie to.
Każdy związek tak wygląda. Jeżeli kobieta chce inaczej, będzie sama. A prawie żadna sama być nie chce. Mężczyźni nie widzą wyższej wartości ponad seks - cielesny, bezwartościowy, mechaniczny. Byle ruchać, jak najwięcej, jak byle. Po zrobieniu swojego, mają w domu służącą i gatunek zachowany. Czego chcieć więcej?
Więc: czego ja do cholery oczekuję? :)
Ja wiem, szok powinien być.
A zamiast szoku było stopniowe nasiąkanie zrozumieniem tego, jak się świat kręci - ten świat damsko-męski. Może dlatego teraz nie dziwi mnie nic z tego, co widzę wokół siebie. Nie dziwi mnie, że jeden kutas z drugim wyprzedzają się w opowieściach o kochankach, chwaląc się wszem i wobec jak to im idą podboje. Bo kiedy jest dziecko/dzieci, dziad wie, że żona nie odejdzie, kiedy się dowie. Wie, że może wszystko, bo nic mu nie grozi - co najwyżej trochę nadszarpnięte samopoczucie. Wiadomo, że uniwersalna zasada mówi: kobieta poświęca się dla dobra dzieci. Druga mówi, że kobieta poświęca się w obawie przed samotnością. "Widziały gały co brały" i "lepszego nie znajdę". A dziad znajdzie jedną lepszą na miesiąc, albo i tydzień. Nie dziwi mnie to.
Każdy związek tak wygląda. Jeżeli kobieta chce inaczej, będzie sama. A prawie żadna sama być nie chce. Mężczyźni nie widzą wyższej wartości ponad seks - cielesny, bezwartościowy, mechaniczny. Byle ruchać, jak najwięcej, jak byle. Po zrobieniu swojego, mają w domu służącą i gatunek zachowany. Czego chcieć więcej?
Więc: czego ja do cholery oczekuję? :)
poniedziałek, 7 grudnia 2009
Definicje cz.3
Kupowanie ciuchów:
czynność sprawiająca, że czujesz się niepodzielnie panującą królową wszechświata.
czynność sprawiająca, że czujesz się niepodzielnie panującą królową wszechświata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

