wtorek, 22 grudnia 2009

rajzefiber

Kobieta się pakuje.
Wyjeżdża jutro, w środę, a wraca w niedzielę, czyli spędzi na miejscu 4 i pół dnia, pół, bo dojazdy. Jedzie do Gdyni, gdzie jest zimno i wieje, na święta, w czasie których się głównie siedzi w chacie.
Wyciąga wielką walizkę, bo wszystko się ładnie zmieści i jeszcze będzie miejsce.
Pakuje:
- 3 spódnice
- 4 bluzki z długim rękawem i 2 z krótszym
- żakiet do kompletu ze spódnicą
- długi sweter
- sweterek na guziki
- 1 parę spodni (rury)
- 3 pary butów (oprócz tych, które ubierze jutro)
- 4 pary kolorowych rajstop
Po rachunku sumienia, z walizki wylatuje 1 spódnica i 1 bluzka, jedne niebieskie kozaki pozostają w zawieszeniu. Następnie kobieta podnosi walizkę i ze zdziwieniem stwierdza, że ta jest zaskakująco ciężka. A potem przypomina sobie, że jutro jeszcze włoży się do niej wszystkie kosmetyki i prostownicę. Na szczęście laptok przez ramię, wygodnie, prawie się nie czuje. I jeszcze 4 butelki Grolscha, żeby w domu spróbowali.

Na 4 dni jadę.
Dam radę :D

1 komentarz: