Ja wiem. Trafiłam do wielkiej korporacji z małej, dupowatej firmy, w której pracowały trzy osoby, same kobiety. Szefową była kobieta, ładnie pierdalnięta w czerep. Nie mogłam słuchać tych jej farmazonów, jakie to "dziady są złe" - wśród innych, codziennie powtarzanych idiotyzmów.
Ja wiem, szok powinien być.
A zamiast szoku było stopniowe nasiąkanie zrozumieniem tego, jak się świat kręci - ten świat damsko-męski. Może dlatego teraz nie dziwi mnie nic z tego, co widzę wokół siebie. Nie dziwi mnie, że jeden kutas z drugim wyprzedzają się w opowieściach o kochankach, chwaląc się wszem i wobec jak to im idą podboje. Bo kiedy jest dziecko/dzieci, dziad wie, że żona nie odejdzie, kiedy się dowie. Wie, że może wszystko, bo nic mu nie grozi - co najwyżej trochę nadszarpnięte samopoczucie. Wiadomo, że uniwersalna zasada mówi: kobieta poświęca się dla dobra dzieci. Druga mówi, że kobieta poświęca się w obawie przed samotnością. "Widziały gały co brały" i "lepszego nie znajdę". A dziad znajdzie jedną lepszą na miesiąc, albo i tydzień. Nie dziwi mnie to.
Każdy związek tak wygląda. Jeżeli kobieta chce inaczej, będzie sama. A prawie żadna sama być nie chce. Mężczyźni nie widzą wyższej wartości ponad seks - cielesny, bezwartościowy, mechaniczny. Byle ruchać, jak najwięcej, jak byle. Po zrobieniu swojego, mają w domu służącą i gatunek zachowany. Czego chcieć więcej?
Więc: czego ja do cholery oczekuję? :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

stereotyp Matki-Polki, która poświęca się cała dla dzieci, męża, rodziny... Ale wiesz, wydaje mi się, że to też od środowiska zależy: w jednym środowisku taki dziad-"podbojowiec" będzie uważany za macho, w innym za nikogo więcej, tylko za dziada-zdrajcę.
OdpowiedzUsuńJa na szczęście póki co obracam się wśród ludzi wyznających opcję drugą. Ale napisałam "póki co", bo moi znajomi w większości nie mają jeszcze dzieci i rodzin na karku...
Oczekujesz Sawyera, domowego House'a oraz kogoś kto nie zrobi z siebie szmaty :D
OdpowiedzUsuńa poważniej:
Cały pic polega na tym, że ewolucja i kilkadziesiąt lat względnej emancypacji zrobiło kobietom ogromną "krzywdę". Nauczyło je MYŚLEĆ o sobie jak o podmiocie. Może nie wszystkie, ale sporą część populacji z pewnością. Ta część populacji nie nabiera się na pawie pióra w dupie i błyszczące złotem kły. Ona oczekuje czegoś więcej niż skóra, fura i komóra.
Jak to zwykle z ewolucyjnymi odpadami bywa zostaniemy zepchnięte na boczny tor i wymrzemy, jak neandertal i Żubry. Żubry akurat powróciły (choć tylko jeden podgatunek), ale zamiast hasać jak dawniej po puszczach sikają na trawkę, która trafia potem do wódki sprzedawanej turystom. Wspaniała perspektywa :)
To byłam ja, Jarząbek <3
Niestety, z tego, co obserwuję wynika, że kiedy panowie dorobią się żon i dzieci (średnio koło trzydziestki), nawiązuje się między nimi jakieś dyskretne - nazwijmy to - braterstwo w cierpieniu, wsparcie, zrozumienie. Obyś tego nie zobaczyła wokół siebie.
OdpowiedzUsuńWrrróć.
OdpowiedzUsuńSkąd wiesz o Sawyerze?
Jarząbek, ktoś Ty? :D
Zobaczam. Solidaryzuję dlatego mój prawy jajnik z Twoim prawym i lewy z lewym.
OdpowiedzUsuńTo ja jestem,tej :)
Oj to nie do Ciebie było, tylko do Didżejki.
OdpowiedzUsuńWeszłaś mi w słowo.
Po Żubrach mogłam poznać, ale myślałam, że to przypadek. Ale kto inny wie tak dobrze, kogo mi trzeba :>
<3