środa, 10 marca 2010

kilka uszczypliwych wywodów z okazji dnia kobiet

Wiem, że jest 10 marca i po ptokach. Przepraszam, w biegu byłam :)

To nawet nie Międzynarodowy Dzień Kobiet skłonił mnie do refleksji, którymi zamierzam się podzielić. Międzynarodowy Dzień Kobiet zrobił mi dobrze dużą ilością czekoladek i kwiatków, które teraz kwitną w łazience, bo jak je wyjmę, to zginą w kocich przełykach. Kilku kolegów spytało profilaktycznie, jaki jest mój stosunek do tegoż święta i szczerze mówiąc, nie wiedziałam co odpowiedzieć. Bo jaki niby ma być? Dają słodkie i kwiatki, to ja się cieszę. Jak dla mnie Dzień Kobiet w takiej formie mógłby być co poniedziałek :D

Oczywiście od razu na myśl przychodzą manify, parytety i inne takie feministyczne akcenty. Nie będzie prawdą, jeśli powiem, że nie mam nic przeciwko takim przejawom aktywności przedstawicielek mojej płci. To, co mam przeciwko, jest natomiast tak trudne do sprecyzowania, że nie będę się na ten temat rozwodzić. Czasem tylko dla hecy zastanawiam się co by był za skandal, gdyby na przykład zorganizowano Festiwal Sztuki Męskiej pod nazwą, analogicznie do istniejącego - kobiecego, No Men No Art. Kłujący pomysł? A nie jest tak, że tego rodzaju rozgraniczanie powoduje nieodparte wrażenie, że kobiety nie chcą być traktowane tak samo, jak mężczyźni? Chcą być traktowane szczególnie. A to nie jest równouprawnienie. To jest upośledzanie kobiet przez kobiety.

Druga sprawa z przeciwnego bieguna. Też nie nowość niby, komedie romantyczne. Dużo tego w kinach i telewizorach ostatnio, a ja szczerze mówiąć nie widziałam żadnej, nigdy. Wiadomo, że ja miałam być chłopcem, zamiast lalek miałam samochodziki, a zamiast koleżanek - kolegów, co zaowocowało dość wczesną jak na moje czasy inicjacją seksualną ;) ale co z tego, skoro jestem babą z krwi i kości. I jak sobie wyobrażam, że film jest o szczebioczącym pustogłowiu, które wpada na zakręcie na księcia z bajki, potem jest długo, długo nic, a na koniec dają sobie długie buzi i żyją długo i szczęśliwie, to zastanawiam się: dlaczego kobiety rzeczywiście w targecie tego gatunku sztuki? Faceta chyba by krew zalała, jakby miał patrzeć przez półtorej godziny na takie idiotyzmy. A kobiety to kupują. Wzruszają się. Chłoną. Naprawdę czytają Cosmopolitan i naprawdę oglądają nowobogackie seriale. Co w tym jest takiego, czego ja nie pojmuję, hę?

czwartek, 4 lutego 2010

Rozpusta, a może kapusta.

Umówiłam się na seks z cztery lata młodszym, ślicznym chłopcem, z którym miałam przyjemność widzieć się w zasadzie raz, przez dwie i pół godziny - trzy tygodnie temu uczył mnie jeździć na snowboardzie w Wiśle. Dobrze mi robi fakt, że śliczna młodzież na mnie leci, bo leci. Dawno nikt nie przejawiał wobec mnie tak prostego zainteresowania. Zastanawiam się tylko, czy zaczynam się pomału mieścić w kategorii "kuguar" - za Wikipedią:

Kuguar - (lub puma, kocica) (z ang."cougar") - dawniej, potoczne określenie kobiety w średnim wieku, która umawia się z młodszymi mężczyznami. Obecnie określenie to oznacza również kobietę atrakcyjną, która ma udane życie seksualne, zawodowe i jest niezależna finansowo. Kobiety umawiające się z młodszymi mężczyznami które w "drapieżny" sposób próbują zaspokoić swój apetyt seksualny, „polując” na dużo młodszych od siebie partnerów. Takie określenia wpłynęły na nazywanie takich kobiet kuguarami.

Może nie jestem jeszcze w średnim wieku, ale coraz bardziej oddalam się od moich ulubionych dwudziestu i czterech. Na pewno nie mam udanego życia zawodowego i seksualnego, bo ileż można polować - i na pracę, i na facetów. Jestem więc początkującym kuguarem, który może zacząć pomału wybijać sobie z głowy pragnienie stabilizacji przy boku ogarniętego, starszego chociaż o kurwa mać rok (!) mężczyzny.

I gdyby nie krążący wokół Pan na "I", starszy o lat cztery, ale występujący w mojej galaktyce z niewiadomych pobudek, pewnie już dawno uznałabym swoją porażkę.


PS. Fajnie sobie tak zaplanować łajdaczenie, to nawet bardziej mnie kręci niż wcześniejsze 5 dni w złotej Pradze :D

wtorek, 22 grudnia 2009

rajzefiber

Kobieta się pakuje.
Wyjeżdża jutro, w środę, a wraca w niedzielę, czyli spędzi na miejscu 4 i pół dnia, pół, bo dojazdy. Jedzie do Gdyni, gdzie jest zimno i wieje, na święta, w czasie których się głównie siedzi w chacie.
Wyciąga wielką walizkę, bo wszystko się ładnie zmieści i jeszcze będzie miejsce.
Pakuje:
- 3 spódnice
- 4 bluzki z długim rękawem i 2 z krótszym
- żakiet do kompletu ze spódnicą
- długi sweter
- sweterek na guziki
- 1 parę spodni (rury)
- 3 pary butów (oprócz tych, które ubierze jutro)
- 4 pary kolorowych rajstop
Po rachunku sumienia, z walizki wylatuje 1 spódnica i 1 bluzka, jedne niebieskie kozaki pozostają w zawieszeniu. Następnie kobieta podnosi walizkę i ze zdziwieniem stwierdza, że ta jest zaskakująco ciężka. A potem przypomina sobie, że jutro jeszcze włoży się do niej wszystkie kosmetyki i prostownicę. Na szczęście laptok przez ramię, wygodnie, prawie się nie czuje. I jeszcze 4 butelki Grolscha, żeby w domu spróbowali.

Na 4 dni jadę.
Dam radę :D

piątek, 18 grudnia 2009

wistość rzeczy

Ja wiem. Trafiłam do wielkiej korporacji z małej, dupowatej firmy, w której pracowały trzy osoby, same kobiety. Szefową była kobieta, ładnie pierdalnięta w czerep. Nie mogłam słuchać tych jej farmazonów, jakie to "dziady są złe" - wśród innych, codziennie powtarzanych idiotyzmów.
Ja wiem, szok powinien być.
A zamiast szoku było stopniowe nasiąkanie zrozumieniem tego, jak się świat kręci - ten świat damsko-męski. Może dlatego teraz nie dziwi mnie nic z tego, co widzę wokół siebie. Nie dziwi mnie, że jeden kutas z drugim wyprzedzają się w opowieściach o kochankach, chwaląc się wszem i wobec jak to im idą podboje. Bo kiedy jest dziecko/dzieci, dziad wie, że żona nie odejdzie, kiedy się dowie. Wie, że może wszystko, bo nic mu nie grozi - co najwyżej trochę nadszarpnięte samopoczucie. Wiadomo, że uniwersalna zasada mówi: kobieta poświęca się dla dobra dzieci. Druga mówi, że kobieta poświęca się w obawie przed samotnością. "Widziały gały co brały" i "lepszego nie znajdę". A dziad znajdzie jedną lepszą na miesiąc, albo i tydzień. Nie dziwi mnie to.
Każdy związek tak wygląda. Jeżeli kobieta chce inaczej, będzie sama. A prawie żadna sama być nie chce. Mężczyźni nie widzą wyższej wartości ponad seks - cielesny, bezwartościowy, mechaniczny. Byle ruchać, jak najwięcej, jak byle. Po zrobieniu swojego, mają w domu służącą i gatunek zachowany. Czego chcieć więcej?

Więc: czego ja do cholery oczekuję? :)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Definicje cz.3

Kupowanie ciuchów:
czynność sprawiająca, że czujesz się niepodzielnie panującą królową wszechświata.

niedziela, 22 listopada 2009

D-R-A-M-A-T

Gucci Envy wycofali z produkcji :(((