wtorek, 13 lipca 2010

o mężczyznach i o seksie

Od dwóch miesięcy bzykam się często, regularnie i bardzo wyczerpująco z najlepszym bzykaczem, jaki chodzi po świecie. Jest śliczny (co z tego, że niski), doświadczony, starszy ode mnie i doskonale wie, co to jest seks. Do tego wytrzymuje bardzo długie dystanse i chce, żeby było mi dobrze. Przeżycia są takie, że klękajcie narody (albo klękajcie sąsiedzi). Mam nadzieję, że to nie ostatni, który będzie mnie tak rżnął - a jeżeli ostatni, to mam nadzieję, że mi się oświadczy :D

sobota, 5 czerwca 2010

temat, który mnie strasznie wkurwia

Kiedy miałam 16 czy 17 lat, nie trąbiło się na ten temat. Było wiadomo, że kościół katolicki swoje, a reszta świata swoje. Dziewictwo, wianek i tak dalej - wolna wola. Od kilku lat obserwuję natomiast zbiorową histerię wokół tematu czystości przedmałżeńskiej (strasznie obmierzłe sformułowanie) wynoszacą dziewictwo do rangi pseudo-mody. Przed chwilą trafiłam na ten 'artykuł sponsorowany' i mną zatrzęsło.
Dlaczego, do jasnej cholery, społeczeństwo wchodzi mi do sypialni?! Już nawet nie kościelnymi drzwiami - indkotrynacja sięga szkół, uniwersytetów, telewizji, serwisów internetowych. Potem jedna z drugą pierdalnięta zastanawia się, czy powinna już stracić czy nie, a już co najmniej zawsze przy tej okazji pojawia się jakiś troll, który napisze, że "za żonę to by nie dziewicy nie wziął". Bo dziewica potraktuje go jak pana i władcę, który nauczy ją jak to się robi (bo on, oczywiście, prawiczkiem nie jest). Narodzie, opamiętaj się! Klechy i propaganda - won z mojego życia!
Ależ się zdenerwowałam.

piątek, 4 czerwca 2010

modnie (nie - wygodnie)

Kupiłam sobie dzisiaj trochę ciuchów. Wśród nich rzadkość, spodnie. Jasnoszare, z kantem (potem zawsze mam problem z prasowaniem), szerokie jak sam diabeł. Do tego kilka bluzek, znaczy koszul i jeszcze spódnica typu bombka. Ładne są te bombki ostatnio w sklepach.
Tenże komplet nabytków, w połączeniu z obrazem letnio ochędorzonych kobiet na ulicach, skłonił mnie do filozoficznej zadumy w autobusie na basen. Zadumałam się nad tym, że nie ubieram się modnie. Bo w Polsce modnie znaczy - tak, jak 3/4 rodzaju żeńskiego w danym momencie. Modne, czyli identyczne ciuchy, oferują wszystkie będące w moim zasięgu finansowym sieciowce. W sklepach są te same ubrania, w takich samych kolorach. Laski kupują je na potęgę, a potem wyglądają jak wypuszczone z jednej taśmy produkcyjnej. A ja uparcie od lat wynajduję w tym gąszczu rzeczy modnych, zupełnie niemodne klasyczne spódnice, spodnie z kantem i koszule ze stójką, sukienki w grochy i coraz wyższe szpilki (chociaż te ostatnio zrobiły się dość modne). Wcale mi z tym nie jest źle - jedyny problem to ten, że często nie ma w sklepach nic, co by mnie interesowało, i jednocześnie było w moim zasięgu. Zonk jest też taki, że nie mam butów sportowych ani skarpetek, ale to zupełnie inna historia :)

poniedziałek, 10 maja 2010

sesja porno

Wczoraj robiono mi zdjęcia w prawdziwym studio. Dopóki sterczałam w pionie, w kompletnym ochędóstwie, czułam się jak kołek - i pewnie tak też się prezentowałam, bo tylko jedno zdjęcie 'wyjszło'.
Potem trochę zmieniłam layout, ubrałam na szyję udawane perły, zdjęłam stanik i nagle wszystko zaczęło się układać. Morał - jestem stworzona do obsceny.
(a w oczach mam wypisane: zerżnij mnie, mężny rycerzu!)






































fot. by Krzysztof Ślachciak

sobota, 8 maja 2010

refleksyjka malutka

Dobry seks dobrze robi.
Na wszystko :D

piątek, 23 kwietnia 2010

Definicje cz. 4

Wąsy:
największa masakra, jaką faceci kiedykolwiek wymyslili.

sobota, 17 kwietnia 2010

(pierdolona) zagadka babskiego mózgu

Jak to jest z tym moim kłębkiem zwojów, że im bardziej nie można, tym bardziej ja chcę, a im bardziej można by było, tym bardziej ja się trzymam z daleka? No kurewa mać. Jak mi tak będzie moja bania wywijać, to ten kociokwik się nigdy nie skończy...

(*mam ochotę jednego zerżnąć z marszu, ajajaj)

piątek, 9 kwietnia 2010

Brafitter

Wczoraj na fajnej, babskiej (!) imprezie, bardzo fajna pani specjalistka zmierzyła mi profesjonalnie cycki. Zaznaczam, że ja od dawna już wiem, że tej części ciała w zasadzie nie posiadam, więc spodziewałam się współczującego uśmiechu i potwierdzenia, że jak się ma dwa centymetry różnicy w obwodach, to nie ma takich staników, co by mi leżały. A w zasadzie to po co mi stanik.
O jakże, ach jakże się myliłam! :D
Pani zmniejszyła mi preferowany obwód stanika z 80 do 70 (do wczoraj dałabym sobie głowę uciąć, że w to nie wejdę), a miseczkę przy odpowiednim kształcie powiększyła z A do...C :D
Śmiech na sali :D
Przestałam się śmiać, jak zobaczyłam na sobie najlepiej dopasowany w życiu stanik w rozmiarze...65D.

Żeby grotesce uczynić zadość, daję dowód:















...ale jak spojrzeć z drugiej strony:














:>

środa, 10 marca 2010

kilka uszczypliwych wywodów z okazji dnia kobiet

Wiem, że jest 10 marca i po ptokach. Przepraszam, w biegu byłam :)

To nawet nie Międzynarodowy Dzień Kobiet skłonił mnie do refleksji, którymi zamierzam się podzielić. Międzynarodowy Dzień Kobiet zrobił mi dobrze dużą ilością czekoladek i kwiatków, które teraz kwitną w łazience, bo jak je wyjmę, to zginą w kocich przełykach. Kilku kolegów spytało profilaktycznie, jaki jest mój stosunek do tegoż święta i szczerze mówiąc, nie wiedziałam co odpowiedzieć. Bo jaki niby ma być? Dają słodkie i kwiatki, to ja się cieszę. Jak dla mnie Dzień Kobiet w takiej formie mógłby być co poniedziałek :D

Oczywiście od razu na myśl przychodzą manify, parytety i inne takie feministyczne akcenty. Nie będzie prawdą, jeśli powiem, że nie mam nic przeciwko takim przejawom aktywności przedstawicielek mojej płci. To, co mam przeciwko, jest natomiast tak trudne do sprecyzowania, że nie będę się na ten temat rozwodzić. Czasem tylko dla hecy zastanawiam się co by był za skandal, gdyby na przykład zorganizowano Festiwal Sztuki Męskiej pod nazwą, analogicznie do istniejącego - kobiecego, No Men No Art. Kłujący pomysł? A nie jest tak, że tego rodzaju rozgraniczanie powoduje nieodparte wrażenie, że kobiety nie chcą być traktowane tak samo, jak mężczyźni? Chcą być traktowane szczególnie. A to nie jest równouprawnienie. To jest upośledzanie kobiet przez kobiety.

Druga sprawa z przeciwnego bieguna. Też nie nowość niby, komedie romantyczne. Dużo tego w kinach i telewizorach ostatnio, a ja szczerze mówiąć nie widziałam żadnej, nigdy. Wiadomo, że ja miałam być chłopcem, zamiast lalek miałam samochodziki, a zamiast koleżanek - kolegów, co zaowocowało dość wczesną jak na moje czasy inicjacją seksualną ;) ale co z tego, skoro jestem babą z krwi i kości. I jak sobie wyobrażam, że film jest o szczebioczącym pustogłowiu, które wpada na zakręcie na księcia z bajki, potem jest długo, długo nic, a na koniec dają sobie długie buzi i żyją długo i szczęśliwie, to zastanawiam się: dlaczego kobiety rzeczywiście w targecie tego gatunku sztuki? Faceta chyba by krew zalała, jakby miał patrzeć przez półtorej godziny na takie idiotyzmy. A kobiety to kupują. Wzruszają się. Chłoną. Naprawdę czytają Cosmopolitan i naprawdę oglądają nowobogackie seriale. Co w tym jest takiego, czego ja nie pojmuję, hę?

czwartek, 4 lutego 2010

Rozpusta, a może kapusta.

Umówiłam się na seks z cztery lata młodszym, ślicznym chłopcem, z którym miałam przyjemność widzieć się w zasadzie raz, przez dwie i pół godziny - trzy tygodnie temu uczył mnie jeździć na snowboardzie w Wiśle. Dobrze mi robi fakt, że śliczna młodzież na mnie leci, bo leci. Dawno nikt nie przejawiał wobec mnie tak prostego zainteresowania. Zastanawiam się tylko, czy zaczynam się pomału mieścić w kategorii "kuguar" - za Wikipedią:

Kuguar - (lub puma, kocica) (z ang."cougar") - dawniej, potoczne określenie kobiety w średnim wieku, która umawia się z młodszymi mężczyznami. Obecnie określenie to oznacza również kobietę atrakcyjną, która ma udane życie seksualne, zawodowe i jest niezależna finansowo. Kobiety umawiające się z młodszymi mężczyznami które w "drapieżny" sposób próbują zaspokoić swój apetyt seksualny, „polując” na dużo młodszych od siebie partnerów. Takie określenia wpłynęły na nazywanie takich kobiet kuguarami.

Może nie jestem jeszcze w średnim wieku, ale coraz bardziej oddalam się od moich ulubionych dwudziestu i czterech. Na pewno nie mam udanego życia zawodowego i seksualnego, bo ileż można polować - i na pracę, i na facetów. Jestem więc początkującym kuguarem, który może zacząć pomału wybijać sobie z głowy pragnienie stabilizacji przy boku ogarniętego, starszego chociaż o kurwa mać rok (!) mężczyzny.

I gdyby nie krążący wokół Pan na "I", starszy o lat cztery, ale występujący w mojej galaktyce z niewiadomych pobudek, pewnie już dawno uznałabym swoją porażkę.


PS. Fajnie sobie tak zaplanować łajdaczenie, to nawet bardziej mnie kręci niż wcześniejsze 5 dni w złotej Pradze :D